Jaki jest sens życia? Znajdź odpowiedź dzięki doświadczeniom autora komiksów

Autorstwa Shen’ai, Taiwan

Pewnego dnia dowiedziałem się z telewizyjnych wiadomości, że słynny tajwański rysownik komiksów zmarł nagle w wieku zaledwie pięćdziesięciu jeden lat. Słysząc to, miałem mieszane uczucia. Był naprawdę wybitną osobą w świecie komiksów i stworzył wiele doskonałych prac; wielu ludzi mu zazdrościło i podziwiało go. Miał zarówno powodzenie, jak i sławę – nie spodziewałem się, że może tak po prostu umrzeć! Mimowolnie westchnąłem: kiedy ktoś umiera, cóż mu po sławie i statusie, jakkolwiek byłyby wielkie? Potem przyszły mi na myśl moje trzydzieści lat drogi tworzenia komiksów…

Młodzieńcze marzenia

Lubiłem rysować komiksy, odkąd byłem małym chłopcem – to było coś, w co naprawdę się wgłębiłem i w co włożyłem wiele wysiłku. Kiedy miałem dwadzieścia pięć lat, miałem szczęście ujrzeć na własne oczy rysownika komiksów i zobaczyłem wokół niego wielu jego fanów, którzy go adorowali. Zazdrościłem mu i wyczekiwałem dnia, w którym mógłbym być taki jak on, być gwiazdą przedstawienia. Wiedziałem, że muszę ciężko pracować, aby zdobyć umiejętności na poziomie profesjonalisty, ale sądziłem, że jeśli będę gotów zapłacić cenę, mój dzień z pewnością nadejdzie. Kierując się tą myślą, pogrążyłem się w tym na ponad dziesięć lat. By poprawić swoje umiejętności, nie wahałem się wydać kilkumiesięcznych zarobków, dziesiątki tysięcy juanów, na zestaw wysokiej jakości materiałów związanych z powieścią graficzną. Nie przelewało mi się, ale mało mnie to obchodziło. Często rysowałem do drugiej lub trzeciej nad ranem, doskonaląc swoje umiejętności. Kiedy naprawdę nie mogłem już wytrzymać z niewyspania, po prostu ucinałem sobie krótką drzemkę, a pierwszą rzeczą, o której myślałem po otwarciu oczu, było to, jak skończyć to, nad czym aktualnie pracowałem. Rysowałem przez dziesięć lub więcej godzin każdego dnia, zawsze w tej samej pozycji, więc często bolały mnie szyja, ramiona, plecy i prawa ręka. Nawet moje palce zmieniły kształt i mój wzrok zaczął się pogarszać. Ale by osiągnąć sukces, po prostu zacisnąłem zęby i znosiłem to. Byłem zachwycony, gdy mój komiks zdobywał pochwały innych, a nawet oddawałem się marzeniom, że jestem już odnoszącym sukcesy artystą komiksowym z ładnym samochodem i dużym domem. Ale w prawdziwym życiu byłem zwykłym pracownikiem w firmie i nie miałem szans na sławę. Bez względu na to, jak dobrze potrafiłem rysować, nigdy nie byłbym w stanie zarobić dużo. Byłem naprawdę smutny i przygnębiony.

Walka o marzenia, pokonywanie trudności na każdym kroku

Starając się iść naprzód, rzuciłem pracę i zatrudniłem się w największym wydawnictwie w Azji, ponieważ wielu znanych artystów komiksowych wyrobiło tam sobie nazwiska. Sądziłem, że jeśli będę miał okazję pracować właśnie tam, może uda się i mnie wyrobić sobie nazwisko. Kiedyś szef wydawnictwa wydającego komiksy postanowił opublikować magazyn komiksów stworzonych przez lokalnych artystów i miał zamiar przyjść do naszej firmy, aby szukać utalentowanych ludzi. Kiedy to usłyszałem, byłem tak podekscytowany, że nie mogłem spać przez wiele dni – pomyślałem, że ta okazja jest darem niebios i że w końcu mam okazję pokazać mój talent, znaleźć się w centrum uwagi. Byłem mocno przejęty. Zastanawiałem się i ponownie rozważałem wszystko, od koncepcji komiksu, materiału źródłowego i fabuły aż po jego kolorystykę. Sprawdziłem też całkiem sporo innych komiksów. W ciągu dnia musiałem chodzić do pracy, więc zarywałem noce, aż kilka dni później miałem już gotową pracę. Pełen nadziei poszedłem do mojego szefa, ale ku mojemu zdziwieniu mieliśmy sprzeczne wizje; wdaliśmy się nawet w kłótnię i obraziłem go. Skończyło się na tym, że wybrał pracę kolegi, a moje nadzieje na wyrobienie sobie nazwiska zostały zniweczone.

Po tym wszystkim byłem pełen niechęci i żałowałem swojej nierozważności. Jednak nie straciłem serca. Wróciłem do wydawnictwa, aby przesłać komiks; redaktorowi powieści graficznych naprawdę spodobała się moja praca i zostałem jednym z etatowych rysowników komiksów. Niedługo potem zostałem przydzielony do pracy ze scenarzystą w celu stworzenia powieści graficznej i już szykowałem się, aby dać z siebie wszystko, kiedy później dowiedziałem się, że sukces naszego dzieła będzie zależał od szefa, którego obraziłem. Targało mną mnóstwo emocji. Żałowałem moich dotychczasowych działań i wiedziałem, że bez względu na to, jak dobra byłaby moja praca, nigdy nie wyjdzie poza biurko szefa. Musiałem odpuścić. Byłem bardzo przygnębiony, że straciłem kolejną szansę zostania rysownikiem komiksów i nienawidziłem się za to, że byłem tak wybuchowy. Gdyby nie to, może ta okazja mogłaby być krokiem do sukcesu. Myśląc o porażkach, których doświadczyłem po tych wszystkich latach zmagań i ciężkiej pracy, by zrealizować swoje marzenie, byłem zrozpaczony. Żadne słowa nie mogą opisać mojego cierpienia. Po prostu poczułem, że droga przede mną stała się niesamowicie mroczna.

Jako że byłem zgorzkniały na skutek moich zawiedzionych nadziei, rysowanie na dość długi czas stało się dla mnie bardzo bolesne i nie chciałem nawet patrzeć na pióro i papier. Ale wciąż nie chciałem wyłącznie z tego powodu zrezygnować z marzeń o zostaniu autorem komiksów, więc rysowałem dalej. Minęło wiele lat, a ja składałem swoje prace w wielu różnych wydawnictwach, ale równie dobrze mógł to być kamyk rzucony do oceanu. Każda porażka była dla mnie bardzo bolesna, a ja stawałem się coraz bardziej przygnębiony. Często po prostu siedziałam sam nad rzeką, obserwując przejeżdżające samochody i przechodzących ludzi – byłem zagubiony i nie wiedziałem, co robić. Nie mogłem tego zrozumieć: dlaczego choć tak ciężko pracowałem, dając z siebie wszystko, po prostu nie było mi dane tego osiągnąć? Czy to naprawdę nie było mi pisane? Czy było przesądzone, że nie wyrobię sobie nazwiska? Dlaczego życie jest takie trudne?

Widząc, że ciągle jestem nieswój, rodzina w kółko powtarzała mi, żebym zrezygnował ze swojego marzenia. Jak jednak mogłem tak łatwo zrezygnować po tym, jak zainwestowałem tak wiele czasu i pieniędzy, a nawet przez te wszystkie lata poświęcałem swoje zdrowie? Nie chciałem tego robić, więc rysowałem dalej, ale nie wyrobiłem sobie nazwiska nawet po sześćdziesiątce – byłem przytłoczony i rozczarowany. Za każdym razem, gdy widziałem pracę jednego z moich byłych kolegów na wystawie w sklepie, byłem pełen zazdrości i bólu. Uważałem, że moje rysunki nie ustępują ich pracom, ale spędziwszy ponad trzydzieści lat na komiksach, niczego się nie dorobiłem! Późno w nocy, kiedy wszędzie było cicho, przeglądałem w domu moje rysunki i czułem jeszcze większą rozpacz i wypełniało mnie cierpienie. Często nasuwało mi się pytanie: „Dlaczego mam ten talent, skoro został tak zmarnowany i nie miałem okazji, aby dobrze go wykorzystać?”. Mimo to moje pragnienie, by stać się znanym, było nadal jak dzikie zwierzę w klatce, i jeśli istniał choćby cień nadziei, byłem gotów ciężko pracować i próbować.

Dotarcie do końca wyboistej drogi i przyjście przed oblicze Boga

W 2017 roku rozpytawszy się, dowiedziałem się, że istnieje naprawdę duży rynek powieści graficznych w Stanach Zjednoczonych i Europie, więc wpadłem na pomysł, że może gdybym pojechał do zachodniego kraju, zdobyłbym tam sławę i zarobił dużo pieniędzy. Poczułem nową energię i zacząłem uczyć się stylów komiksowych popularnych na Zachodzie. Po pewnym czasie w końcu przygotowałem trochę prac i uszczęśliwiony planowałem wysłać je do zagranicznego wydawcy. Właśnie wtedy przyszło do mnie zbawienie Boga dni ostatecznych i chociaż je przyjąłem, ciągle byłem zajęty tworzeniem mojego komiksu. Nie byłem w stanie zachować spokoju w sercu i nie czytałem Bożych słów z żarliwością. Dopiero gdy kolejny raz natknąłem się na ścianę, wróciłem przed oblicze Boga.

Pewnego dnia przeczytałem te słowa Boże: „Los człowieka jest w rękach Boga. Nie jesteś w stanie pokierować sobą: mimo wszelkich swych usilnych starań, człowiek nie może sobą kierować. Gdybyś mógł poznać własne perspektywy, kontrolować swój los, czy nadal byłbyś stworzeniem?” („Przywrócenie normalnego życia człowieka i doprowadzenie go do cudownego celu”). Myśląc o Bożych słowach doznałem wielkiego przebudzenia. Zrozumiałem, że nasze przeznaczenie podlega zrządzeniom Boga i jest w Jego rękach. My sami nie możemy go zmienić, ponieważ jesteśmy po prostu stworzonymi istotami; nie wiemy nawet, co wydarzy się jutro, więc jak możemy być panami własnego losu? Wróciłem myślami o trzy dekady wstecz. Walczyłem i niestrudzenie pracowałem, by zostać znanym artystą komiksowym, ale spotykałem się z kolejnymi niepowodzeniami. Sukces zawsze był poza zasięgiem. Czy to nie znaczy, że nie mam kontroli nad własnym losem? Prawda jest taka, że Bóg już dawno określił, jaką pracę i sukces będziemy mieli w życiu i jaka kariera nas czeka. Ale nie rozumiałem Bożych zrządzeń – polegałem na własnych umiejętnościach i ciężkiej pracy, próbując się wyróżnić z tłumu, arogancko myśląc, że mogę uwolnić się od Jego rządów. W rezultacie całkowicie wyczerpałem swoje ciało i umysł i pokiereszowany w walce żyłem w ciągłym bólu.

Jaki jest sens życia? Znajdź odpowiedź dzięki doświadczeniom autora komiksów

(Źródło:Megapixl)

Moje cierpienia wynikały z niewłaściwych dążeń

Później przeczytałem słowa Boga: „W rzeczywistości, bez względu na to, jak wzniosłe są ideały człowieka, bez względu na to, jak realistyczne są jego pragnienia i jak właściwe mogą być, wszystko, co człowiek chce osiągnąć, wszystko, czego człowiek szuka, jest nierozerwalnie związane z dwoma słowami. Te dwa słowa są niezwykle ważne dla życia każdego człowieka i są to rzeczy, które szatan chce wpajać człowiekowi. Jakie to dwa słowa? Jednym z nich jest »sława«, a drugim »zysk«: To sława i zysk. Szatan stosuje bardzo subtelny sposób, sposób bardzo zgodny z ludzkimi pojęciami; nie jest to sposób radykalny. Ludzie całkowicie bezwiednie przyjmują szatański sposób życia, jego zasady życia, ustalając życiowe cele i kierunek, a w ten sposób również nieświadomie obierają sobie życiowe ideały. Bez względu na to, jak wzniośle brzmią te ideały w życiu, są one jedynie pretekstem nierozerwalnie związanym ze sławą i zyskiem. Wszystkie znakomite lub sławne osoby, a w rzeczywistości wszyscy ludzie, dążą w życiu tylko do tych dwóch rzeczy: »sława« i »zysk«. Czy tak nie jest? Ludzie myślą, że kiedy już zdobędą sławę i pieniądze, będą mogli czerpać z nich korzyści, aby cieszyć się wysokim statusem i wielkim bogactwem, a także cieszyć się życiem. Kiedy będą już sławni i bogaci, będą mogli wykorzystywać tę sytuację do pozbawionej skrupułów pogoni za przyjemnościami ciała. Ludzie chętnie, choć nieświadomie, biorą swoje ciała, umysły, wszystko, co mają, swoją przyszłość i przeznaczenie, i przekazują je w całości szatanowi, aby osiągnąć sławę i zysk, których pragną. Ludzie faktycznie robią to bez chwili wahania, ignorując potrzebę odzyskania tego wszystkiego. Czy ludzie mogą nadal mieć jakąkolwiek kontrolę nad sobą, gdy tylko schronią się u szatana i w ten sposób oddadzą mu swoją lojalność? Z pewnością nie. Są oni całkowicie i w pełni pod kontrolą szatana. Całkowicie i zupełnie pogrążyli się też w impasie i nie są w stanie się wyzwolić” („Sam Bóg, Jedyny VI”).

Słowa Boże były dla mnie bardzo wzruszające i dzięki temu, co zostało w nich ujawnione, zdałem sobie sprawę, że zawsze chciałem zostać znanym artystą komiksowym i pracowałem tak ciężko, ponieważ zostałem wprowadzony w błąd i zepsuty przez szatana. Byłem związany sławą i zyskiem. Poprzez edukację i wpływ sławnych, wspaniałych ludzi wpajano nam błędne przekonania, takie jak: “Żyjąc, bądź najbardziej ludzkim z ludzi; umarły, bądź duszą dusz” „Być człowiekiem to znaleźć się na czele”, i „Ludzie walczą, żeby dostać się wyżej, lecz woda spływa niżej”. W rezultacie uznajemy wyróżnienie się z tłumu i wyprzedzanie innych za właściwe cele, myśląc, że nasze życie będzie miało sens i wartość tylko ze sławą i statusem, jeśli inni będą nas podziwiać i lgnąć do nas, i jeśli znajdziemy się w centrum uwagi. Bez wahania poświęciłem trzydzieści lat mojego czasu i energii, aby stać się słynnym artystą komiksowym, i nie tylko wydałem wszystkie swoje oszczędności, ale również sporo energii, a nawet ryzykowałem zdrowie. Chociaż każde nieudane zgłoszenie było wielkim ciosem i było dla mnie bardzo bolesne, choć często czułem się zagubiony i niezdecydowany, i chciałem się poddać, to gdy tylko pomyślałem o sławie, nie mogłem się już z tego wyplątać. Podążałem ścieżką tworzenia komiksów, walcząc do upadłego. Nawet gdy przyszło do mnie zbawienie Boże, wciąż skupiłem się na nim całym sercem. Zamiast tego żarliwie kontynuowałem swoje gorączkowe starania o sławę, aż kolejna blokada zatrzymała mnie w miejscu. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę, że jestem kontrolowany i manipulowany przez szatańskie myślenie o dążeniu do sławy i fortuny. W tym pomyśle byłem tylko kukiełką. Zapłaciłem każdą cenę i poniosłem wszelkie koszty, stając się zabawką w rękach szatana. Potem znów pomyślałem o tych znanych ludziach – chociaż zdobyli rozgłos, mieli sławne nazwiska, byli podziwiani i ludzie skupiali się wokół nich, nie byli dzięki temu spokojni ani spełnieni w swoich duszach. Z drugiej strony czuli się jeszcze bardziej puści, a niektórzy stali się znużonymi światem pesymistami, podejmując decyzję, aby zakończyć swoje życie samobójstwem. Wielu ludzi potrafiło mocno stąpać ziemi, zanim wyrobili sobie nazwiska, ale po osiągnięciu sukcesu i zyskaniu sławy, pustka w ich duszach wzrosła. Stali się zdemoralizowani i zdeprawowani; niektórzy tylko jedli, pili i bawili się, oddając się rozkoszom ciała. Inni zaczęli zażywać narkotyki w pogoni za ekscytacją, wkraczając na ścieżkę przestępstwa i niszcząc sobie życie. Niektórzy sprzedali swoje ciała i stracili wszelki charakter i godność tylko ze względu na sławę. To ukazało mi jeszcze wyraźniej, że dążenie do wyróżnienia się z tłumu, szukanie podziwu innych i popularności nie jest w życiu właściwą ścieżką i nie może przynieść nam naprawdę szczęśliwego życia. Może tylko uczynić nas coraz bardziej złymi i zepsutymi, a nawet jeśli dopniemy swego, to wszystko jest pustką i bólem. Jest to jeden ze złych sposobów, w jakie szatan krzywdzi ludzkość. Zrozumiawszy to wszystko, nagle poczułem światło w sercu. Nie byłem już tak pochłonięty, wyzbyłem się obsesji na punkcie stania się sławnym. To naprawdę dzięki Bożemu zbawieniu dla mnie! Gdyby nie objawienia Bożych słów, nigdy nie byłbym w stanie dostrzec krzywdy, jaką wyrządziło mi dążenie do sławy i zysku, ale byłbym nadal zabawką w rękach szatana, wciąż przez niego krzywdzony. Teraz muszę stworzyć nowy plan dla mojego życia i nie poszukiwać już sławy i zysku, które nie są warte nawet złamanego grosza.

Jaki jest sens życia? Znajdź odpowiedź dzięki doświadczeniom autora komiksów

(Źródło:Fotolia)

Odnalezienie nowego kierunku

Łatwo było powiedzieć, że odpuszczę, ale kiedy nadszedł czas, by to zrobić, ociągałem się. W końcu poświęciłem komiksom ponad trzy dekady, nie szczędząc krwi, potu i łez. Jednak wzdragałem się na myśl o wszystkich cierpieniach, których przysporzyło mi dążenie do sławy i zysku; więc przyszedłem w modlitwie przed oblicze Boga i poprosiłem Go, aby prowadził mnie prostą drogą, abym mógł uwolnić się od więzów tamtego dążenia. Później przeczytałem ten fragment Bożych słów w „Sam Bóg, Jedyny III”: „Jeżeli wielokrotnie zbadasz i starannie przeanalizujesz różne cele życiowe, do których dążą ludzie, oraz ich różne sposoby życia, dowiesz się, że żaden z nich nie spełnia pierwotnej intencji Stwórcy w chwili stworzenia ludzkości. Wszystko to odciąga ludzi od suwerenności i opieki Stwórcy; wszystko to są potrzaski w które wpada ludzkość i które prowadzą ją do piekła. Jak już to uznasz, twoim zadaniem do wykonania będzie odsunięcie na bok starych poglądów na życie, trzymanie się z dala od różnych pułapek, pozwolenie Bogu na przejęcie kontroli nad twoim życiem i poczynienie dla ciebie aranżacji, dążenie jedynie do poddania się koordynacji i przewodnictwu Boga, niepozostawienie sobie wyboru i stanie się osobą wielbiącą Boga”. „Jeżeli człowiek postrzega życie jako sposobność do doświadczenia suwerenności Stwórcy i poznania Jego autorytetu, jeżeli patrzy na życie jak na rzadką szansę spełnienia obowiązku stworzonej istoty ludzkiej i wypełnienia swojej misji, to siłą rzeczy człowiek będzie mieć prawidłowy pogląd na życie, będzie wieść błogosławione życie pod przewodnictwem Stwórcy, będzie kroczyć w świetle Stwórcy, pozna Jego suwerenność, dostanie się pod Jego panowanie, stanie się świadkiem Jego cudownych uczynków i autorytetu”.

Słowa Boże wskazały mi właściwą drogę i kierunek poszukiwania. Aby uwolnić się od bólu dążenia do sławy i zysku, musiałem porzucić moje poprzednie, błędne cele i poglądy na życie i zobaczyć, że są jednym ze sposobów, w jakie szatan niszczy ludzkość. Musiałem przestać starać się być lepszym od innych, starać się zyskać sławę, aby inni uwielbiali mnie i podziwiali, a zamiast tego powierzyć moje życie w ręce Boga, przestrzegając Bożej władzy i ustaleń dotyczących mojej kariery. Musiałem być dobrym, solidnym człowiekiem i pod każdym względem koncentrować się na doświadczaniu, przeżywaniu i poznawaniu autorytetu Stwórcy i wypełnianiu mojego obowiązku istoty stworzonej oraz wypełnianiu misji Boga dla mnie. To jedyna wartość w ludzkim życiu i jedyny sposób, aby urzeczywistnić najbardziej sensowne życie. W przeszłości nie rozumiałem woli Bożej, zamiast tego uganiałem się przez ponad trzydzieści lat za sławą i zyskiem. Straciłem kierunek w życiu i bardzo cierpiałem, będąc zabawką w rękach szatana. Teraz, gdy Boże słowa wskazały mi ścieżkę praktyki, nigdy już nie będę żył w oparciu o szatańskie błędy i myślenie. Bóg stworzył wszystko dla nas, ludzi; On tchnął w nas życie, a w dniach ostatecznych ponownie stał się ciałem, aby być wśród ludzkości, działając i zbawiając ją. Jestem stworzoną istotą cieszącą się wszystkim, czym Bóg nas obdarzył, więc powinienem mieć sumienie i rozum oraz wypełnić swój obowiązek przed Bogiem, aby odpłacić za Jego miłość. Bóg obdarzył mnie talentem rysowniczym, więc powinienem użyć tego daru, tej siły, by dawać świadectwo Stwórcy i żyć dla zaspokojenia Boga. Kiedy to zrozumiałem, moje serce znacznie się rozjaśniło i wiedziałem, jaką ścieżkę muszę od tego momentu obrać.

Jedyne wartościowe, pełne sensu życie to staranie, by wypełnić standardy istoty stworzonej

Pewnego dnia podczas praktyk religijnych przeczytałem te słowa Boga: „Gdy zdystansujesz się od krainy zła i zepsucia, gdy odłączysz się od grup niegodziwców, wówczas przynajmniej twoja myśl, twój duch i twoje serce nie będą już podlegały dalszym nadużyciom i deprawacji. Kiedy przychodzisz do jakiegoś oczyszczonego miejsca i znajdujesz się w obecności Boga, czyż nie jest to wielkie błogosławieństwo? (…) Jesteś istotą stworzoną pośród wszystkich rzeczy we wszechświecie i miliardów ludzi na ziemi – ilu ludzi może mieć taką sposobność niesienia świadectwa o czynach Pana stworzenia jako istota stworzona, która poświęca się wypełnianiu własnego obowiązku i przyjmuje własną odpowiedzialność? Kto może mieć taką sposobność? Jak wielu jest takich ludzi? Jaki jest ich odsetek? Jeden na dziesięć tysięcy? Nie, jest ich jeszcze mniej! Korzystasz zwłaszcza z wiedzy, którą studiowałeś w celu wykonania swojego obowiązku – jest to tak znaczące! Czyż nie jest to wielkie błogosławieństwo? Nie niesiesz świadectwa o jakiejś osobie i nie angażujesz się w jakąś zwykłą sprawę. Ten, któremu służysz, jest Panem stworzenia – jakie to cudowne! (…) Pośród całego stworzenia nie ma jednej osoby ani jednej grupy ludzi, którzy byliby bardziej błogosławieni niż ty tutaj. Po co żyją wszyscy inni? Żyją, dla reinkarnacji, żyją, by radować się tą ziemią. A ty po co żyjesz? Dla swego obowiązku, żeby – jako byt stworzony – wykonywać swój obowiązek. Czyż życie w ten sposób nie jest cenne? Jest niezmiernie cenne!” („Możesz uzyskać prawdę oddawszy swoje prawdziwe serce Bogu”).

Przeczytane słowa Boga bardzo mnie poruszyły. Czułem wdzięczność, że Bóg wybrał mnie i wprowadził do raju Jego rodziny; swoimi słowami nawadnia i podtrzymuje mnie, oświeca i prowadzi mnie, pozwalając mi dostrzec taktykę szatana, która psuje i niszczy ludzkość. Nigdy więcej nie będę tak gorliwie zabiegał o sławę i zysk. W kościele widziałem, że ilekroć jakiś brat lub siostra ma trudności, wszyscy dzielą się ze sobą prawdą, cierpliwie wspierając i pomagając tej osobie. Kiedy między braćmi i siostrami pojawiają się konflikty lub nieporozumienia, są prostolinijni i otwarci; wypowiadają to, co jest w ich sercach i są uczciwymi ludźmi. Przyniosło mi to niezrównaną wolność i ulgę. Tak wielu braci i sióstr z entuzjazmem wypełnia swoje obowiązki, wkładając wszystko w Bożą ewangelię królestwa. W trakcie wykonywania swoich obowiązków rozumieją coraz więcej prawdy, ich wiedza o Bogu stopniowo wzrasta, a oni czynią szybkie postępy w swoim życiu. Widząc to wszystko, naprawdę ich podziwiałem i nie mogłem się doczekać, by również spełnić swój obowiązek. Po tym wszystkim całkowicie zrezygnowałem z przesyłania mojej pracy zagranicznym wydawcom i zacząłem uczyć się, jak tworzyć komiksy ewangelizacyjne w kościele. Dzięki Bożemu przewodnictwu uczyłem się bardzo szybko. Teraz jestem bardzo zaszczycony, że mogę wykorzystać tę moją siłę, by dawać świadectwo Bogu, i nauczyłem się z pierwszej ręki, aby już dłużej nie dążyć do sławy i zysku, ale być posłusznym Bożym zrządzeniom i ustaleniom, wypełniać obowiązek stworzonej istoty i żyć w Bożej opiece i przywództwie. Tylko w ten sposób moje serce jest naprawdę stabilne i spokojne. Tego rodzaju duchowa radość i spokój jest czymś, czego materialna przyjemność, sława i zysk nigdy nie mogłyby zastąpić.

Życie jest krótkie, czas biegnie szybko i wszystko jest ulotne. Nie mogę zmarnować ani jednego dnia – wykonując swój obowiązek, dążę do prawdy, staram się zrozumieć autorytet Boga, odrzucam moje szatańskie, zepsute usposobienie i staję się kimś, kto naprawdę jest posłuszny Bogu i Go czci. Bogu niech będą dzięki!

Powiązane treści